Polskie Forum Bezpieczeństwa

Wiedza, Niezależność

19 sierpnia 2014

Fenomen Islamskiego Państwa Iraku i Lewantu (ISIS)

 

ISIS jest produktem wojny w Iraku. Zasadniczo jest to zmutowana wersja al-Kaidy, czyli grup islamistycznych, które urosły w siłę po amerykańskiej inwazji. Wojska amerykańskie i ich alianci rekrutujący się z sunnickiej milicji (okrzyknięta sukcesem koncepcja dowódcy sił USA w Iraku, generała Petreus’a) pokonały al-Kaidę w 2006, ale jej nie zniszczyły. W 2011 islamiści wznowili działalność i ISIS uwolniła sporą liczbę jeńców przetrzymywanych przez rząd iracki, po czym powoli, ale konsekwentnie rozpoczęła odbudowę swoich sił. Sprzyjał temu panujący w Iraku chaos. Celem ISIS jest ustanowienie szariackiego, sunnickiego państwa islamskiego. Dzisiaj ISIS zajmuje spore obszary Iraku i Syrii, o powierzchni porównywalnej z Belgią. Ambicje terytorialne organizacji sięgają jednak znacznie dalej, obejmując cały Bliski Wschód i tereny w Afryce Północnej.

Najważniejszym czynnikiem w odrodzeniu ISIS jest niewątpliwie konflikt między irackim szyitami i sunnitami. Bojownicy ISIS to sunnici, a napięcie między obu grupami jest potężnym narzędziem motywacji i rekrutacji do ISIS. Premier Iraku Nuri al-Maliki, szyita, budował sektariańskie państwo szyickie i nie godził się na współrządzenie z sunnitami. Policja zabijała pokojowych demonstrantów sunnickich i wykorzystywała antyterrorystyczne prawo, budowane na amerykańskim doradztwie, do represjonowania sunnickich cywilów. Nie tylko w ten sposób rząd iracki pomógł ISIS rosnąć w siłę – władze, działając pod naciskiem USA, zwolniły znaczną ilość sympatyków al-Kaidy z więzień, co było bezprecedensowym zasileniem szeregów ISIS w wykwalifikowane kadry.

W przeciwieństwie do niektórych innych grup islamskich walczących w Syrii, ISIS nie opiera się na pomocy zagranicznej. W ogarniętej chaosem Syrii islamiści zbudowali quasi-państwo. Pobierane są podatki i opłaty za dostawy, na przykład, energii elektrycznej, z czego finansowane są działania zbrojne. ISIS pobiera haracze od pracowników organizacji humanitarnych i czerpie profity finansowe z innych procederów – na opanowanych terenach Syrii i na północ od Bagdadu wznowiono wydobycie ropy. Islamiści wypłacają bojownikom wyższy żołd niż iracka armia rządowa, co potęguje plagę dezercji.

Kurdowie są przeważnie sunnitami, ale zachowują etniczną odrębność od irackich Arabów. Kontrolują pokaźne obszary północno-wschodniego Irak, gdzie są zlokalizowane pola naftowe i rafinerie, co jest kartą przetargową w konflikcie między irackim rządem i ISIS. Kurdyjskie siły bezpieczeństwa są częściowo zintegrowane z rządowymi, ale szacunkowo pomiędzy 80 000 a 240 000 bojowników kurdyjskich milicji (peshmerga) zachowuje niezależność. Są oni dobrze wyposażeni i wyszkoleni, stanowiąc poważne zagrożenie militarne do ISIS.

ISIS zdobyło na początku sierpnia Mosul, dotychczas kontrolowany przez Kurdów, okoliczne rafinerie oraz położoną około 60 km na północ od miasta strategiczną zaporę na Tygrysie. Zajęte zostały także miasta Kirkuk, Zumar, Sinjar i Wana. Było to możliwe, między innymi, dzięki zdobyciu znacznych ilości ciężkiego sprzętu i zapasów na tworzonej za amerykańskie pieniądze, irackiej armii rządowej. Ocenia się, że siły zbrojne Iraku straciły cztery dywizje, których żołnierze – w większości – zdezerterowali. W Mosulu pięć regularnych brygad, liczących około 30 000 żołnierzy, nie zdołało stawić oporu około tysiącu islamistów. Dowodzi to jednoznacznie, że nikt nie chce walczyć i umierać za rząd wybrany z amerykańskim błogosławieństwem.

Obecne zdobycze ISIS zagrażają rurociągom z Kurdystanu do Turcji (o wydajności około 2 mln baryłek dziennie). Rząd irackiego Kurdystanu zawarł w ostatnich latach wiele kontraktów z firmami naftowymi, mimo że władze centralne w Bagdadzie twierdzą, iż Kurdowie nie mieli do tego prawa. Rozlewanie się sunnickiego fundamentalizmu skłoniło Iran do wsparcia rządu irackiego dwoma batalionami Strażników Rewolucji i zespołami sił specjalnych tej formacji (Quds). Współpracę z Iranem, wymierzoną w ISIS, utrzymują również Amerykanie. Jednakże irańska interwencja może wpłynąć na wsparcie islamistów przez irackich sunnitów. Tak więc irańskie uczestnictwo w zwalczaniu sunnickich islamistów jest wodą na młyn propagandy ISIS, która głosi, że nie jest to konflikt między centralnym rządem irackim i islamskimi rebeliantami, ale wojna między sunnitami i szyitami. W istocie Iran wspiera siły rządowe zarówno w Iraku, jak i w Syrii, zmagające się głównie z sunnickimi rebeliantami.

Podsumowując – Irak wszedł w kolejną fazę wojny domowej. Niezwykle trudno prognozować jak długo będzie ona trwała i jak się zakończy. Praktycznie niemożliwa jest też budowa wiarygodnych scenariuszy dotyczących wpływu opisywanych wydarzeń na regionalną i globalną architekturę bezpieczeństwa. Nie ulega jednak wątpliwości, że na Bliskim Wschodzie definitywnie kończy się pewien etap, rozpoczęty upadkiem Imperium Osmańskiego i arbitralnym wyznaczeniem granic nowych państw przez imperialistyczne mocarstwa europejskie. Zagadką pozostaje jednak przez kogo i w jaki sposób owa próżnia zostanie wypełniona. Dominuje jednak pesymizm – nieżyjący już egipski dyplomata Tahsin Baszir ujął to przenikliwie mówiąc, że obecnie pozostały tylko plemiona z flagami, gdyż państwa nie istnieją.

 

19.08.2014