Polskie Forum Bezpieczeństwa

Wiedza, Niezależność

09 sierpnia 2014

(Nie) Zdolność grup młodzieżowych do samoorganizacji

 

Do wroga strzelaliśmy diamentami – takie słowa padły na gruzach Warszawy z ust ocalałego mieszkańca. Miał na myśli młodą, polską inteligencję zrzeszoną w strukturach Szarych Szeregów i innych organizacji podziemnych sił zbrojnych. Początkiem XXI wieku pewien młody człowiek powiedział do naukowca, badającego jego pokolenie, że Jesteśmy jak porcelana rzucana o beton. Są to dwa różne konteksty, dwa różne światy, dwie zupełnie odmienne perspektywy i dwie prawdy o młodych Polakach. Zamknięte w metaforach pokoleń, wraz z określonymi postawami, wyznawanymi wartościami i przyjętymi priorytetami. Jakkolwiek jednak w pierwszym przypadku owe priorytety dotyczyły obowiązków wobec Ojczyzny, tak w drugim dotyczą samorozwoju, samorealizacji i innych wsobnych pragnień jednostki, które ostatecznie można nazwać obrazoburczym samogwałtem. To tyle w skrócie, w którym nie zmieścił się etos pokolenia pomiędzy, czyli synów i córek tamtych pierwszych, a zarazem ojców i matek tych drugich. Pozostając w presji czasu i napięcia wywołanego nagłym, ale przewidywalnym zwrotem dziejów, które swoją trajektorią przełamują paradygmat pokoju, integracji i względnego dobrobytu, pytamy dziś sami siebie – Co robić?

Współczesna młodzież, której zbiorową osobowość można generalizować do porcelanowej, nie posiada ani potrzeby, ani umiejętności, ani presji ze strony otoczenia do przyjęcia gotowości do powszechnej samoobrony tak cywilnej, jak i militarnej. Od lat 90. ubiegłego wieku dekonstrukcji ulegało szkolnictwo zawodowe, a w części również techniczne. Dało się odczuć słabnący wpływ organizacji harcerskich czy strzeleckich. Na równi pochyłej znalazły się przedmioty historii, wychowania fizycznego czy religii, nie wspominając o przysposobieniu obronnym. Nabory i weryfikacje młodych dorosłych do służby zasadniczej stały się powodem niejednego żartu i szyderstwa. Można było obserwować, szczególnie ostatnimi laty, taki taniec mięczaków na cienkim lodzie – bujanie się licealnej młodzieży, której okres dojrzewania rozciągnięto aż po sam koniec studiów. Powstało zjawisko opóźnionej adolescencji. Dorosłość przesunęła się z okresu 18 – 20 lat na 24 – 26 lat. Mamy obecnie do czynienia właśnie z jej siłą bezwładności.

Od wielu lat hamuje się naturalną dążność młodzieży do sprzeciwu, młodzieńczy idealizm, romantyzm potrzebny każdemu młodemu pokoleniu, a przede wszystkim potrzebę afiliacji, łączenia się w grupy, tworzenie realnych wspólnot i ich struktur (subkultur). Ten cywilizacyjny hamulec wyrzuca środek ciężkości poza własne ciało. Młody człowiek przestał się rozglądać wokoło, przestał również sięgać w głąb. Patrzy tylko przed siebie, na obiecaną wizję kariery, stając na palcach, by widzieć więcej. Masa młodych ludzi, która mogłaby być masą krytyczną, jest tylko masą zatomizowanych jednostek. Szczególnym tego wyrazem jest jej zdolność do samoorganizacji przy użyciu Internetu i portali społecznościowych. W oparciu o siłę słabych więzi są w stanie stworzyć w ten sposób wiec, spotkanie publiczne, zrzeszyć się incydentalnie na placach, rynkach czy skwerach. Co z tego, skoro nie są w stanie zbudować wewnątrz siebie struktur i funkcji niezbędnych do dalszego zarządzania (!). Siłą bezwładności zderzają się z realiami uporządkowania, dyscypliny, lojalności i standardów postępowania. Samoregulacja takiej grupy może się odbywać jedynie poprzez wspomniany networking, czyli publiczny i zunifikowany proces komunikacji wirtualnej lub telefonicznej. Na tej bazie – społecznościowych mass mediów współczesna młodzież tworzy swój dyskurs. Nie ma innego.

A co, jeśli się to wyłączy, lub co gorsza przejmie sterowanie i zarządzanie takimi narzędziami? Tu, odwracając znaczenie poprzedniej metafory, można użyć słów bezwładności siły. Nastolatek musiałby wyjść z domu przed blok, ponownie stać się podwórkowym kocurem, kopnąć piłkę i wybić szybę, zagrać w noża i wspinać się po drzewach. Zebrać w niewielką grupę, ustalić swój slang, nieformalne lub formalne przywództwo, stoczyć bójkę z kolegami zza rogu, usiąść przy ognisku rozpalonym nielegalnie na czyjejś łące. Ponieść porażki i sukcesy w zespole, w końcu usiąść w zadumie i pogadać na serio o życiowych sprawach – bez ikonek, chmurek i klawiszy. To skrótem ujęty, wieloletni, a przynajmniej wielomiesięczny proces stawania się młodym, świadomym siebie i otoczenia człowiekiem. Kto tak dzisiaj potrafi? Młoda inteligencja? – w najmniejszym stopniu (!).

Co robić? Jest kilka propozycji, na razie na poziomie przystosowania mentalnego, niezbędnego do dalszych działań operacyjnych. Stworzenie dydaktyki adekwatnej do zaistniałych okoliczności wymaga natychmiastowej rekonstrukcji trójsłowa Bóg, Honor, Ojczyzna. Młody człowiek, poddany w ostatnich latach inflacji znaczeń tych słów, nie rozpoznaje w nich istoty życiowej trylogii i podstaw tożsamości. Każda część zawiera sens
i konkretne kierunki postępowania. Trzeba je uściślić i wyjaśnić tak w gronie liderów zorientowanych narodowo jak i obywatelsko czy unijnie. A może są już jakieś inne słowa klucze, maksymy świadczące o mądrości tego pokolenia, które na ten czas jeszcze milczy (?). Młody człowiek będzie miał wówczas szansę zidentyfikować znaczenie jedności narodowej owej pierwotnej wspólnoty – na poziomie myśli, przesłania i wyzwania. Bez tego – pierwszego rozdziału – nie napiszemy kolejnych. Niech autorami będą zatem młodzi. Jeśli w presji czasu mamy się organizować w terenie, to najpierw w trybie pilnym musimy zorganizować się we wspólnym rozumowaniu. Jeśli – jak mówił Karol Wojtyła do młodych – […] każdy ma swoje Westerplatte, to niech je ma rzeczywiście każdy a nie tylko wybrani.

 

09.08.2014