Polskie Forum Bezpieczeństwa

Wiedza, Niezależność

28 stycznia 2015

Złe pytania, złe odpowiedzi. Kilka uwag o reperkusjach styczniowych zamachów terrorystycznych w Paryżu

Styczniowe zamachy terrorystyczne w Paryżu były tragedią, wielkim dramatem tych, którzy zginęli oraz ich najbliższych. Mogły być one również niezwykle bolesnym pretekstem do postawienia kilku fundamentalnych pytań o zagrożenia, przed którymi w drugiej dekadzie XXI wieku staje stary kontynent. Pytań tych jednak, z wielu przyczyn znanych pod ogólną nazwą poprawności politycznej jednak nie postawiono. Zamiast dyskusji o sprawach zasadniczych media i polityce zafundowali społeczeństwom bardzo emocjonalne, ale pozbawione warstwy refleksyjnej (by nie powiedzieć bezrozumne) obrzędy „solidarnościowo-funeralne”. Za ich hasło przewodnie przyjęto chwytliwą, ale pozbawioną głębszego znaczenia frazę „wszyscy jesteśmy Charlie” (od tytułu czasopisma „Charlie Hebdo”, którego redakcja stała się obiektem agresji islamistów). Apogeum owych działań był zorganizowany z inicjatywy prezydenta Francji „wielki marsz przeciwko terroryzmowi”, z udziałem samego gospodarza Pałacu Elizejskiego oraz – między innymi - Angeli Merkel, Matteo Renziego, Davida Camerona, Benjamin Netanjahu oraz występującego jako przewodniczący Rady Europejskiej Donalda Tuska i …przewodniczącego Autonomii Palestyńskiej Mahmuda Abbasa. Zwłaszcza ta ostatnia persona wydawała się być „idealnie na swoim miejscu”. Obecnie jednak wzburzone emocje powoli (zwłaszcza we Francji) opadają, choć właściwe, najważniejsze, a jednocześnie najbardziej drażliwe i niemiłe zwolennikom poprawności politycznej pytania jeszcze nie padły i prawdopodobnym jest, że już nie padną.

Tymczasem kwestią pierwszoplanową jest to jaką politykę państwa europejskie winny prowadzić w stosunku do powiększających się w niektórych z nich mniejszości muzułmańskich? Nie dotyczy to jedynie krajów, w których owe grupy mniejszościowe zamieszkują, ale całego niemal kontynentu, a w każdym razie tej jego części, która w następstwie porozumień z Schengen stała się nie jest już dzielone wewnętrznymi granicami. Prowadzony dotychczas eksperyment zwany budową „społeczeństwa wielokulturowego” zakończył się bowiem żałosną porażką. Stało się tak - między innymi - dla tego, że „wielokulturowość” w swej obowiązującej, najprostszej, gdyż równocześnie najłatwiejszej do realizacji postaci sprowadzała się do permisywizmu skutkującego milczącym przyzwoleniem na ekspansjonistyczne głoszenie „innoetnicznych” treści wrogich w swej istocie kulturowemu fundamentowi Europy. W warunkach postępującego jednocześnie w społeczeństwach postindustrialnych drenażu systemu aksjo-normatywnego oznaczało to faktyczne przyzwolenie na stworzenie i rozbudowę komórek dżihadu.

            Oczywiście niczym nieuzasadnione jest stawianie znaku równości między islamem, a terroryzmem, ale równie oczywiste w świetle doświadczeń choćby tylko wynikających z zamachów w Madrycie, Londynie i Paryżu jest to, że zwarte wspólnoty imigrantów są nie tylko naturalnym zapleczem, ale również bazą rekrutacyjną najbardziej radykalnych grup traktujących terroryzm jako narzędzie walki. O randze pytania, nie postawionego w oficjalnej publicznej debacie, dotyczącego sposobów ułożenia relacji między „większością” a „islamską mniejszością” świadczą poniższe dane ilustrujące wielkość muzułmańskich społeczności w wybranych państwach Europy.

 

Państwo

Populacja [mln]

Wspólnota muzułmańska [mln]

% ludności muzułmańskiej

Austria

8,2

0,34

4,1

Belgia

10,3

0,40

4,0

Dania

5,4

0,27

5,0

Francja

62,3

5,0-6,0

8,0-9,0

Holandia

16,3

0,95

5,8

Hiszpania

43,1

1,0

2,3

Niemcy

82,5

3,0

3,6

Szwecja

9,0

0,3

3,0

Szwajcaria

7,4

0,31

4,2

Wielka Brytania

58,8

1,6

2,8

Włochy

58,4

0,83

1,4

 

Na sformułowane wyżej pytanie nie ma odpowiedzi prostej. Pierwszym niezbędnym krokiem wydaje się jednak „nazwanie” problemu, opisanie go takim jakim on w istocie jest, z całą jego złożonością. Dopiero takie – niezależnie od tego jak odbiegające od idealistycznych wyobrażeń o harmonijnym współistnieniu różnych grup etniczno-religijnych w ramach społeczeństwa wielokulturowego – podejście do jednego z najistotniejszych problemów współczesnej Europy uczyni możliwym poszukiwanie rozwiązania swoistego socjo-kulturowego pata, w jakim znalazł się nasz kontynent.