Polskie Forum Bezpieczeństwa

Wiedza, Niezależność

26 stycznia 2015

Ukraińskie lekcje

Doświadczenia będące pokłosiem toczonych konfliktów zbrojnych zawsze owocowały nowymi systemami uzbrojenia lub ich modyfikacjami. Wraz z nimi ewoluowała strategia i taktyka, której używano by planować działania bojowe w makro i mikro skali. Konwencjonalny konflikt zbrojny na Ukrainie  toczący się blisko rok jest również szansą na to by polscy decydenci polityczni i wojskowi zapoznając się z realnymi możliwościami potencjalnego przeciwnika i zlecili opracowanie własnych odpowiedzi na ujawnione zagrożenia. Niemniej ważne jest zapoznanie się ze słabościami strony ukraińskiej, bowiem w części są one podobne do naszych.  Powinno to pozwolić na modyfikację planów modernizacji armii, systemu mobilizacyjnego, urealnienie szkolenia wojskowego, usprawnienie działań służb specjalnych,  większą koordynacje działań  resortów siłowych na wypadek „W” oraz opracowanie asymetrycznych  odpowiedzi w związku z mogącymi pojawić się zagrożeniami ze strony Federacji Rosyjskiej. Ukraina aktualnie ogłosiła przeprowadzenie IV fali  mobilizacji, w ramach której około 62 tys. ludzi zostanie powołanych pod broń. Powoduje to szereg problemów począwszy od poinformowania rezerwistów, a kończąc na pozyskaniu „z cywila” żołnierzy określonych specjalności.  Innymi problemem jest zaledwie kilkunastodniowy okres przeznaczony na przeszkolenie tych ludzi.  Nie wspominając o olbrzymiej operacji rozkonserwowania i przygotowania sprzętu bojowego i transportowego – od kwietnia do końca 2014 wyremontowano około 19 tys. pojazdów.  Dla przykładu cześć BTR-70 dostarczonych ze składnicy  do nowo powstałego batalionu 79. Brygady Aeromobilnej zapaliła się po uruchomieniu. W Polsce po uzawodowieniu armii rezerwy zaczęto szkolić dopiero od niedawna, a sytuacja w składach mobilizacyjnych jest jedną wielką niewiadomą. Doświadczenia z użycia wojsk pancernych oraz zmechanizowanych wskazują na całkowity brak zgrania pododdziałów - współdziałanie między różnego rodzaju rodzajami broni nie istnieje.  Nowe, utworzone od podstaw oddziały nie są zgrywane przed wejściem do walki, co powoduje problemy z wykonaniem powierzonych im zadań oraz niewspółmiernie wysokie straty. Rotacyjny charakter służby powoduje, że weterani, którzy zdołali zdobyć doświadczenie bojowe są zastępowani przez zupełnych nowicjuszy, co wpływa na spójność oddziałów i w dużej mierze uniemożliwia skuteczne prowadzenie walki. Po wyeliminowaniu lotnictwa rozstrzygającym czynnikiem działań bojowych stała się artyleria. Ukraińcy w pojedynkach artyleryjskich cierpią na brak radarów artyleryjskich z prawdziwego zdarzenia - dostarczone przez Amerykanów 20 radarów przeciwmoździerzowych AN/TPQ-48 o zasięgu do 10 km nie rozwiązało problemu. Polska armia ma podobne kłopoty. Co prawda artyleria będzie posiadała w 2017 siedem radarów artyleryjskich Liwiec ale jest to zdecydowanie za mała ilość (powinno być ich 20-25). Co charakterystycznie Wojsko Polskie nie posiada radarów przeciwmoździerzowych. Wzmocnienia wymaga również artyleria rakietowa bowiem program Homar do końca nie został zdefiniowany, a konflikt ukraiński wskazuje, że będziemy musieli znaleźć odpowiedź na nowe systemy rakietowe 9A52-4 Tornado, starsze 220 mm  BM-27 Uragan i 300 mm BM-30 Smiercz, gdzie zasięg rakiet ostatniego z zestawów dochodzi do 120 km. Za tym idzie opracowanie całej gamy amunicji w tym kasetowej i termobarycznej.  Poza tym Ukraińcy używają do porażenia zgrupowań wojsk taktycznych systemów balistycznych Toczka-U oraz 203 mm armat samobieżnych 2S7 Pion. Wojsko Polskie nie posiada żadnych analogicznych systemów. Próba zniwelowania tych dysproporcji poprzez wybór zestawów M142 HIMARS z rakietami MGM-140 ATACMS może się okazać ryzykowna z powodu amerykańskich ograniczeń politycznych, o czym przekonali się Finowie. Nie bez znaczenia będą również wygórowane żądania finansowe, które zapewne znacząco ograniczą ilość wyrzutni i rakiet ATACMS. Olbrzymia rola artylerii na polu walki spowodowała znaczący spadek przeżywalności na polu walki lekko opancerzonych pojazdów takich jak BMP-1/2, BTR różnych wersji z najnowszymi BTR-4 włącznie.  Oznacza to, że uważany przez wielu za panaceum dosłownie „na wszystko” KTO Rosomak  który bardzo dobrze spisał się na asymetrycznym polu walki nie może pełnić przypisywanej mu przez niektórych roli bojowego wozu piechoty. Symulacje udowodniły, że batalion na KTO Rosomak jedynie z dużymi stratami i po uprzednim przygotowaniu artyleryjskim  jest w stanie przełamać obronę  kompani starych BMP-2, nie wspominając o BMP-3. W toku walki wyposażone w  lekki sprzęt pancerny (BMD-1, BMD-2) ukraińskie wojska powietrznodesantowe i aeromobilne poniosły olbrzymie straty . Po ich uzupełnieniu stały się jednostkami zmechanizowanymi którym w działniach bojowych przydziela się pododdziały pancerne. Nasuwa się więc tutaj tutaj pytanie jak będzie rola w potencjalnym konflikcie  6. Brygady Powietrznodesantowej i 25. Brygady Kawalerii Powietrznej i innych jednostek „lekkich”?  Pojawienie się po stronie separatystów rosyjskich zestawów przeciwlotniczych Osa, Buk, Pancyr oraz zadziwiająca skuteczności przenośnych naramiennych wyrzutni rakietowych sparaliżowała działania lotnictwa ukraińskiego, które straciło w walkach ponad 20 samolotów i śmigłowców. W naszym wypadku parasol przeciwlotniczy przeciwnika będzie o wiele szczelniejszy i wielowarstwowy z systemami S-300 i S-400 włącznie, których radary już teraz pokrywają znaczną część naszej przestrzeni powietrznej.  Prowadzenie działań bojowych z użyciem samolotów Su-22 będzie samobójstwem.  W tych warunkach uznanie przetargu na 70 śmigłowców za priorytetowy wydaje się dużym nieporozumieniem. Należy mieć nadzieje, że gdzieś w Sztabie Generalnym, ministerstwie obrony, odpowiednich służbach pracują stosowne komórki analizujące wydarzenie na Ukrainie również pod kątem polskich przygotowań obronnych.