Polskie Forum Bezpieczeństwa

Wiedza, Niezależność

17 sierpnia 2014

Incydenty zbrojne pomiędzy Izraelem a reżimem Assada i Hezbollahem w czasie syryjskiej wojny domowej

 

Wojna domowa w Syrii jest obecnie jednym z kluczowych wydarzeń na Bliskim Wschodzie. Znaczenie tego kraju dla regionu, a także położenie geostrategiczne sprawia, że toczące się tam działania zbrojne wpływają na sąsiednie kraje. W takiej sytuacji nie może dziwić, że szczególnie zainteresowany konfliktem pozostaje Izrael. Co pewien czas dochodzi do incydentów zbrojnych na granicy obu krajów, a także uderzeń Sił Obronnych Izraela na terenie Syrii lub Libanu. Do tej pory Izrael przeprowadził co najmniej 12 ataków lotniczych (jeden z nich mógł być wykonany przez okręt podwodny z pomocą rakiet manewrujących) praktycznie za każdym razem atakując kilka celów. W ich wyniku zginęło kilkuset Syryjczyków. Tylko podczas nalotu 5 maja 2013 poległo co najmniej 150 członków Gwardii Republikańskiej. Ataki można podzielić na dwie kategorie: uderzenia mające na celu utrudnienie transportów nowoczesnych typów broni do Libanu oraz akcje odwetowe za ostrzał (przypadkowy lub też nie) terytorium Izraela. Ogień otwierały także izraelskie czołgi i artyleria w ramach reakcji na działania nieprzyjaciela.

Należy zaznaczyć, że prezydent Baszszar al-Assad, Hezbollah, a także Izrael wykazują, oczywiście z różnych powodów, mały entuzjazm do poważnego starcia. Rząd Syrii doskonale zdaje sobie sprawę, że sprowokowany Izrael (np. odwetowym atakiem rakiet ziemia – ziemia na miasta) odpowie w druzgocący sposób. Osłabiona armia syryjska nie jest w stanie podjąć równorzędnej walki z Siłami Obronnymi Izraela. W rzeczywistości nie mogła nawet przed wybuchem wojny domowej. Izraelskie lotnictwo może jednym nalotem zadać ciężkie straty syryjskim jednostkom pancerno-zmechanizowanym, zmieniając losy konfliktu. Z tych powodów Assad nie pali się do konfrontacji z syjonistycznymi imperialistami.

Izrael znajduje się także w trudnej sytuacji. W tym konflikcie nie ma możliwości wybrania mniejszego zła. Zwycięstwo rebeliantów (np. z Islamskiego Państwo Iraku i Lewantu, od niedawna Państwa Islamskiego) niesie za sobą duże prawdopodobieństwo trwałego zdestabilizowania Syrii, w której islamiści będą odgrywać dużą, być może decydującą rolę. Z drugiej strony zwycięstwo Assada przyniesie stabilizację, ale wydatnie wzmocni oś Iran – Assad – Hezbollah. Nie są wykluczone wtedy bardziej agresywne działania libańskiej organizacji wobec Izraela. W takiej sytuacji najlepszym rozwiązaniem, z punktu widzenia państwa żydowskiego, jest przedłużający się konflikt, który wyczerpuje obie strony. W tym miejscu warto wspomnieć, że przez cały okres wojny domowej Izrael udzielał pomocy humanitarnej uciekinierom z Syrii, głównie opiekując się rannymi przekraczającymi granice, a także na małą skalę zaopatrywał przygraniczne wioski. Nie ulega jednak wątpliwości, że Żydzi robią wszystko, co w ich mocy, by nie dać się wciągnąć w dramat rozgrywający się na terenie sąsiada. Bez wątpienia mają na to wpływ doświadczenia z wojny libańskiej i izraelskiej interwencji 1982 roku. Jerozolima zrezygnowała ze strategicznej próby wykorzystania konfliktu syryjskiego, słusznie uznając, że nie ma szans na odniesienie sukcesu w zaistniałej sytuacji.

Nie mogą w takim razie dziwić bardzo ograniczone działania Izraela w Syrii, który przeprowadzał ataki tylko w sytuacji poważnego zagrożenia własnych interesów – przekazania nowoczesnej broni Hezbollahowi lub w odpowiedzi na incydenty zbrojne na Wzgórzach Golan. Izraelczycy nie mają złudzeń. Wiedzą, że nie powstrzymają całkowicie przepływu broni. Chcą jednak, korzystając z sytuacji, ułatwić sobie zadanie w czasie kolejnego, bezpośredniego, konfliktu zbrojnego z Hezbollahem, który wszyscy uważają za nieunikniony. Uderzenia były wykonywane w sposób trudny do identyfikacji i nie zmusiły Assada do natychmiastowej reakcji. Być może ten aspekt operacji izraelskich jest najbardziej ciekawy. Żydowska wersja polityki Tomahawków, powinna się nazywać polityką tajemniczych wybuchów. Podobna sytuacja miała zresztą miejsce wielokrotnie w Iranie. Ataki są bardzo skuteczne, ale ciężko je komukolwiek przypisać. Żaden z pierwotnych potwierdzeń ataków nie wyszło ze strony władz Izraela. Trudno sobie wyobrazić taką umiejętność skrywania tajemnic w innym kraju demokratycznym. Trzeba zwrócić uwagę na siłę, jaką dają współczesne pociski manewrujące, które umożliwiają atakowanie celów bez przekroczenia przez wojsko granicy danego kraju. Ustalenie, co było przyczyną eksplozji danego składu amunicji, jest co najmniej trudne, o ile w ogóle możliwe. Tym razem celem jest Syria, ale podobne ataki, tajemnicze eksplozje, które mogą być zdecydowanie bardziej destabilizujące i krwawe, będą pojawiać się na pewno w przyszłości na terenie innych państw. Warta zaznaczenia jest absolutna bezradność syryjskiej obrony przeciwlotniczej i lotnictwa, które nie było w stanie skutecznie zareagować na ataki Izraela.

Nie można mieć żadnych złudzeń. Wzgórza Golan pozostaną dalej gorącą granicą, a dalsze incydenty zbrojne, być może znacznie poważniejsze, są tylko kwestią czasu. Obserwując to wszystko, trudno nie pozbyć się wrażenia, że jesteśmy o jeden poważny incydent zbrojny od wojny, której skalę i efekty trudno nam sobie nawet wyobrażać.

 

17.08.2014